środa, 18 maja 2011

Szczecińskie ipady

Pisałyśmy wcześniej o pomyśle naszego rządu, a mianowicie o tablecie dla każdego pierwszoklasisty i była to kwestia bardzo kontrowersyjna. Niedawno w Internecie pojawiła się informacja o tym, że w jednej ze szczecińskich szkół prywatnych uczniowie zamienią staromodne zeszyty i podręczniki na nowoczesne Ipady. Rodzice zdecydowali się na unowocześnienie nauczania, a inicjatorem pomysłu jest w-ce dyrektor tego gimnazjum. Nauczyciele otrzymali już sprzęt i odbywa się szkolenie dotyczące pracy na Ipadach. Uczniowie zaś przed rozpoczęciem roku szkolnego wyjadą na obóz integracyjny, na którym nauczą się obsługiwania Ipada oraz wszelkich potrzebnych aplikacji.
Przy wcześniejszym temacie dotyczącym tabletów w nauczaniu, byłyśmy bardzo niepewne powodzenia pomysłu polskiego rządu, jednakże zastosowanie Ipadów w szkole prywatnej, gdzie rodziców każdego ucznia stać na zakup takiego sprzętu wydaje się być naprawdę dobrym pomysłem z wielorakich powodów, chociażby dlatego, że taki Ipad nie zostanie sprzedany, bo rodzice nie mają na chleb. Poza tym można być pewnym, że sprzęt będzie naprawdę dobrej jakości i rodziców będzie stać na serwisowanie i zabezpieczenie go. No i przede wszystkim plecy dzieci będą oszczędzone, gdyż pozbędą się nadmiernego ciężaru jaki stanowiły przeróżne podręczniki do wszystkich przedmiotów.
Co myślicie o tym pomyśle? Czy wg was dużo różni się od laptopa dla każdego pierwszaka? Ma szansę powodzenia czy skazany jest na klęskę?

P&P

wtorek, 10 maja 2011

Wolna Edukacja

Koalicja Otwartej Edukacji utworzona przez NGO oraz  szereg instytucji  edukacyjnych  i fundacji udostępnia na swojej stronie internetowej projekty promujące otwartą edukację, będące inicjatywą Koalicji lub jej indywidualnych członków.  Ogromną aktywność w realizacji projektów wykazuje Fundacja Nowoczesna Polska  sprawująca pieczę nad programami Wolne Podręczniki, Wolne Lektury oraz Czytamy Słuchając, a także Fundacja WikiMedia  pracująca nad aż dziewięcioma projektami.
Wolna Nauka jest terminem trudnym do zdefiniowania, przyjmuje się, że termin ten obejmuje wszystkie próby stosowania otwartych modeli produkcji i udostępniania treści w sferze nauki. W obszarze otwartości znajdują się: swobodny dostęp do wszelkich publikacji naukowych, modeli współpracy, scenariuszy zajęć,  pomocy naukowych, a nawet oprogramowania.
Pojęcie Wolnej Kultury, który również funkcjonuje w obrębie programu Otwartej Edukacji kryje w swym znaczeniu i promuje  4 wartości. Mają one wyjątkowo istotne znaczenie dla rozwoju jednostki jako indywiduum oraz dla postępu całego społeczeństwa tworzącego państwo. Są to:
1.       Kreatywność i innowacje,
2.       Wolna komunikacja i ekspresja twórcza,
3.       Powszechny dostęp do wiedzy,
4.       Swobody obywatelskie.
Jeśli miałybyśmy przekonać technologicznego sceptyka-krytykanta do istotnie pozytywnego kierunku rozwoju technologii komputerowej i Internetu to inicjatywy Koalicji Otwartej Edukacji będą naszym najmocniejszym argumentem. Wyobraźmy sobie jak ogromne znaczenie mają te projekty dla hasła wyrównywania szans w środowiskach zaniedbanych kulturowo i gospodarczo, otwierają się przed nami całkiem nowe możliwości poznawcze. Wiedza stanie się naprawdę powszechna, oczywiście dla każdego kto będzie miał dostęp do Internetu.  Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego z 2010 roku Internet w Polsce ma się coraz lepiej. Zgodnie ze statystykami GUS-u  „aż” 63% gospodarstw domowych ma dostęp do Internetu, a w przypadku 57% to dostęp szerokopasmowy. Dla porównania zgodnie z badaniami Eurosat-u w 2009 roku gospodarstwa domowe z dostępem do Internetu stanowiły 59%. Progres jest widoczny i daje nadzieje na dalszy postęp.

P&P

środa, 4 maja 2011

Bojowa pieśń tygrysicy

Jest to tytuł książki, którą ostatnio miałam przyjemność czytać. Autorką jest Amy Chua i według niej jest to opowieść o jej córkach, chińskim wychowaniu, instrumentach i psach. Ale patrząc głębiej, mówi ona przede wszystkim o różnicach kulturowych oraz porównuje chińskie wychowanie (dlaczego chińskie matki są lepsze) z wychowaniem zachodnim (USA, Europa). Wychowanie zachodnie znamy wszyscy, ponieważ sami je na co dzień stosujemy, lecz chińskich tradycji nie znamy. Przede wszystkim w chinach stawia się dziecku poprzeczkę bardzo wysoko, nie chwali się za wyniki poniżej oczekiwanej normy i podnosi ową poprzeczkę coraz wyżej. Za to chiński rodzic zmuszając dziecko do ciągłej pracy posiada niezmąconą wiarę w to, że jego dziecko stać na świetne i coraz lepsze wyniki. Córki Chua nie mogły nocować u koleżanek, grać w szkolnych przedstawieniach, mieć ocen niższych niż 6 (6- już było hańbą) oraz grać na instrumentach innych niż fortepian lub skrzypce. Jednakże można w takim wychowaniu zauważyć jedną cechę, której brakuje najczęściej w dzisiejszych czasach - poświęcenia własnego czasu dzieciom. Zachodni rodzice są tak skupieni na swojej pracy i na zarabianiu pieniędzy na utrzymanie, iż nie widzą, że samymi pieniędzmi nie zaspokoją potrzeb swoich pociech.
Co myślicie o takim rygorystycznym wychowaniu? Czy można by je zastosować w Polskich rodzinach? Czy miało by ono rację bytu?

P&P

P.S. Zachęcam gorąco do przeczytania tej książki, gdyż można się przy niej świetnie bawić czytając o różnych perypetiach rodziny, a także skłania ona do głębszych przemyśleń.

poniedziałek, 2 maja 2011

Wolne podręczniki

Wszyscy znamy Wikipedię. Wolne podręczniki działają na tej samej zasadzie, co właśnie Wikipedia. A co oznacza, że są wolne? Jest to udostępnianie twórczości na wolnych licencjach - zezwalają one na wykorzystywanie, poprawianie, dostosowywanie, powielanie, rozprowadzanie za darmo lub za opłatą, oraz upowszechnianie swoich udoskonaleń aby mogła z nich korzystać cała społeczność.Jest to również witryna wiki, czyli tekst na niej zawarty możemy swobodnie edytować za pomocą przeglądarki. Obecnie prace obejmują podręczniki z zakresu: matematyki, fizyki, geografii, angielskiego, muzyki i informatyki. Każdy z nas może zostać współautorem podręcznika z wybranej dziedziny wiedzy, trzeba wyrazić chęć takiej pracy i skontaktować się z administratorami ów strony.
Jak myślicie czy jest to dobry pomysł, by każdy mógł pisać podręczniki? Idea sama w sobie jest piękna, ale czy znajdzie poparcie na przykład przez księgarnie czy liczne osoby zarabiające pieniądze na podręcznikach?


P&P

środa, 13 kwietnia 2011

O agresji

Tak dużo słyszymy o agresji w szkołach. Media sukcesywnie karmią nas wręcz niewiarygodnymi historiami z życia szkół, obrazującymi okrucieństwo uczniów klas gimnazjalnych i zawodówek, kierujących swoje agresywne zachowania na uczniów, nauczycieli i innych pracowników placówki. Problem ten dotyczy każdej szkoły, a zmieniają się jedynie formy zachowań agresywno-przemocowych . Prawdą jest, że dotkliwe pobicia, wulgarne wyzwiska, groźby i wandalizm to domena zaniedbanych środowiskowo gimnazjów jak również nie cieszących się dobrą reputacją szkół zawodowych. Jednak nie można wszystkich uczniów tych szkół wpisywać pod jeden mianownik. W „dobrych”, elitarnych gimnazjach dominującymi aktami agresji jest przemoc werbalna i psychiczna – czyli okrutne znęcanie się nad ofiarą, dołowanie i zatruwanie życia, a jej sprawcami najczęściej są uczennice! . Bagatelizowane przez media przypadki w „dobrych” szkołach najczęściej doprowadzają do prób samobójczych. Jednak nie media należy obwiniać za przemoc w szkołach? Kto w takim razie jest winny szerzącej się agresji w szkołach?
                Często winą obarcza środowisko pozaszkolne dziecka – dom rodzinny, osiedle, grupa rówieśnicza. Stereotypowo myślimy, że dzieci agresywne wywodzą się z rodzin alkocholiczych, biednych, z marginesu społecznego. Te środowiska kojarzą nam się z zaniedbaniem emocjonalnym i wychowawczym dziecka, ze stosowaniem przemocy fizycznej i werbalnej i wizerunkiem dziecka jako „dziecka ulicy”. Z pewnością warunki tak niesprzyjające do prawidłowego rozwoju społecznego mają ogromny wpływ na zachowanie dziecka w szkole, jednak nie mogą być traktowane jak wzór matematyczny. Szkoła przecież jest placówką również wychowawczą.
                Przyjrzyjmy się w takim razie dzieciom z rodzin o wysokim statusie społecznym. Są to dzieci dobrze ubrane, najedzone, nie mają zbyt dużo obowiązków domowych (lub wcale), za to uczęszczają na zajęcia dodatkowe rozwijające ich zainteresowania i umiejętności. Dostają drogie prezenty mające zapewnić im rozrywkę i rekompensatę za kolejną nieobecność rodzica w weekend. Tak więc dzięki rodzicom wolne popołudnia dzieci spędzają przed komputerem, konsolą, telewizorem. A w jakie gry grają, i jakie filmy oglądają?? Oczywiście te które sobie tylko zamarzą, rodzice kupią w ciemno wszystko co chcą byleby dziecko było zadowolone i zapomniało o obiecanej wycieczce do ZOO. Chciałybyśmy jednak potwierdzić, że opisane wyżej sytuacje również nie są regułą!
                Gry i filmy przesiąknięte przemocą, pornografią, wulgaryzmami i wandalizmem są w dużym stopniu przyczyną agresywnych zachowań w szkołach „elitarnych”. Dziecko pozostawione w samotności z tak makabrycznymi obrazami zakodowanymi w pamięci, nie potrafi samodzielnie przetworzyć i dostosować ich do otaczającego świata. Aby poprawnie zinterpretować przemoc jako zły proceder dziecku potrzebny jest dorosły. Jednak rodzic często zostaje do późna w pracy, wyjeżdża w delegację albo przywozi stos papierów do domu i zamyka się w gabinecie.
                Weźmy na świecznik polskie gimnazjum „z niższej półki”.  Już spora część uczniów to nałogowi palacze i wagarowicze, określają szkołę jako „coś w rodzaju więzienia”. Mają podstawy żeby tak mówić, czy po prostu nie lubią się uczyć i chodzić do szkoły? Otóż naszym zdaniem w pewnym stopniu ich porównanie jest trafne. Na każdym korytarzu kamery, w salach kamery, monitoring pełną gębą, wystarczy, że zamachniesz się na kolegę a już przychodzi strażnik-nauczyciel  i grozi naganą, wydaleniem ze szkoły lub innymi konsekwencjami. Drzwi wyjściowych strzeże cerber-woźny, nie skończyłeś lekcji to nie wyjdziesz, a nawet jak skończyłeś to i tak są podejrzliwi. Każdy uczeń ma etykietę łobuza, więźnia a skoro tak to w rolę klawisza, wroga wciela się nauczyciel. Uznając filmy o tematyce więziennej jako instruktarz w postępowaniu, nauczyciela-klawisza należy tępić i uprzykrzać mu życie. Ze szkoły natomiast trzema za wszelką cenę zwiać i najlepiej nigdy nie wrócić. Uczeń gimnazjum w swoim okresie buntu, burzy hormonów, musi jakoś wyładowywać swoją energię i nagromadzone emocje. Szkoła na to nie pozwala, nie mówimy, że ma zezwalać na bójki w celu rozładowania napięcia ale pokazywać inne możliwości rozwiązywania konfliktów. Nauczyciele stosują strategię oskarżycielską, uderzyłeś, przezwałeś, więc jesteś winny. Nie zadają zbędnych pytań o powód, motyw, nie interesują ich problemy uczniów. Wyrachowani uczniowie czekają na swoją ofiarę poza szkoła i wyrównują rachunki bez nadzoru kamer, nauczycieli i innych świadków. Wtedy potrafią zakatować się na śmierć, a przecież można było temu zapobiec. Młodzież siedzi zamknięta w szkole jak w klatce, w dusznych, przepełnionych salach. Chociaż szkoła posiada boisko to uczniowie pojawiają się tam tylko wiosną na lekcjach wf-u, oskarżani, że jak tylko przekroczą szkolne mury to sięgną po fajki. Skoro więc uczniowie mają przylepioną taką etykietę na stałe to co im szkodzi ją urzeczywistniać.
                Oskarżeniami mogłybyśmy się zarzucać w nieskończoność, ale jednak najważniejszym problemem pozostaje skuteczna prewencja zachowań agresywnych. Jak można zapobiec szerzącemu się procederowi?? Pytanie zostawiamy Wam.

P&P

środa, 6 kwietnia 2011

Laptop dla pierwszaka??

              Chociaż 90% uczniów posiada komputer w domu,  jednak co trzeci nie ma dostępu do Internetu. Czy to  wystarczający powód aby wprowadzać w życie projekt „laptop dla pierwszaka” na dodatek pod mylnym i zupełnie nieadekwatnym hasłem wyrównywania szans między dziećmi ze wsi i miast? Czy na pewno chcemy, aby nasze dzieci spędzały jeszcze więcej czasu przed komputerem, wgapiając się w ekran laptopa  nawet w szkole??
                Naszym zdaniem to pomysł po prostu absurdalny. W strukturze polskiego społeczeństwa występuje ogromna rozbieżność w statusie ekonomicznym rodzin. Dotyczy to nie tylko porównania społeczności wsi i miast, ale ma miejsce również w obrębie tego samego miasta lub wsi. Dlatego uderzające jest określenie pomysłu zakupu laptopów dla dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej mianem projektu wyrównywania szans. Zbliżające się wybory narażają nas na idiotyczne, zupełnie niepotrzebne zmiany w szkolnictwie, chociaż na innych polach edukacji jest tyle do zrobienia. Chciałybyśmy podkreślić, że dzieci z wielu rodzin przychodzą do szkoły głodne, brudne, w zniszczonych i niedostosowanych do pogody ubraniach, nie mają podręczników, zeszytów i podstawowego wyposażenia piórnika!! Wyobraźmy sobie więc, że taki uczeń dostaje laptopa, kiedy jego rodzice nie mają pieniędzy na podstawowe opłaty i jedzenie, nie mówiąc już  o szkolnym wyposażeniu dziecka. Sądzę, że pierwszoklasiście będzie niesamowicie trudno skupić się na pracy na takim sprzęcie kiedy towarzyszu mu permanentne uczucie głodu.
                Kolejnym argumentem przeciw projektowi jest cena laptopa dla pierwszaka. Rząd planuje wydać miliard złotych na zrealizowanie tego beznadziejnego projektu, resort szacuje, że koszt jednego urządzenia wyniesie ok. 400zł. W takim razie strach się bać jakiej jakości będzie to sprzęt, kiedy projekt zakłada, że w tej cenie będą jeszcze gwarancja, serwis, ubezpieczenie i oprogramowanie!! A co z nauczycielami nie posiadającymi odpowiednich kwalifikacji i umiejętności do prowadzenia zajęć „z laptopami”? Czy rząd zagospodaruje pieniądze na konieczne szkolenia dla nauczycieli?
                Na dodatek szkoła wyposażona w laptopy dla pierwszaków powinna posiadać odpowiednie zaplecze techniczno-elektryczne, w wielu szkołach będzie to wyjątkowo trudne do zrealizowania. Nie wyobrażamy sobie sali lekcyjnej, gdzie przed laptopami siedzi 25 dzieci, a każdy uczeń wraz z nauczycielem muszą uważać na całe okablowanie.
                Wydaje nam się, że pomysł jest zupełnie nieprzemyślany. Polskie szkolnictwo potrzebuje innego rodzaju „pomocy finansowej”  (potrzebny jest inny sprzęt, w wielu szkołach nie ma porządnych ławek, sprzętu audio, video, plastykowych okien czy ogrzewania!) Zupełną zagadką jest to, jak miałyby wyglądać zajęcia „z laptopami” dla pierwszaków, które jeszcze dobrze nie potrafią pisać i czytać. Jaki program miałby być realizowany, czy byłyby to zajęcia zintegrowane, czy całe nauczanie byłoby oparte właśnie na pracy z laptopem i Internetem, czy skończyłoby się na 45 minutach gier i zabaw?? Jak widać rząd zostawił nam wiele pytań bez odpowiedzi. Obawiamy się, że laptop ucznia pozostanie tylko gadżetem, którym będzie mógł pochwalić się rząd.
 Warto też zauważyć, że taka praca przed laptopem to kolejne unieruchomienie dziecka w szkole, które i tak wróci do domu i usiądzie przed komputerem. A gdzie praca zespołowa, zabawy ruchowe, interakcja z rówieśnikami podczas nauki?? Jak dzieci mają nauczyć się nawiązywać znajomości, budować więzi i wypowiadać własne myśli gdy w pierwszej klasie będą zmuszone siedzieć przed bezduszną maszyną?
                Uważamy również, że rozdawanie tak delikatnego, choć według rządu niezbyt drogiego sprzętu, dzieciom w wieku 7 lat nie jest zbyt dobrym pomysłem. Małe dzieci są nieostrożne, rozrzutne ruchowo i nie specjalnie przejmują się zasadami BHP. Co za tym idzie, i sprzęt komputerowy i dzieci są narażone na niebezpieczeństwo. Na dodatek dzieci z różnych środowisk mają inne poczucie szacunku i dbałości o przedmioty, które są ich własnością. Czy rozdawanie laptopów nie okaże się przypadkiem wyrzuceniem pieniędzy w błoto?
Ostatnią i chyba jednak  najważniejszą kwestią jest  zapewnienie szkołom dostępu do Internetu. Jak będzie wyglądało połączenie, jak  rozwiązać problem przeciążenia sieci, skąd rząd ma zamiar wziąć na to pieniądze? Link do tekstu na ten temat tutaj .
Podsumowując, naszym zdaniem pomysł jest beznadziejny i raczej nie ma szansy zostać zrealizowany w sposób satysfakcjonujący uczniów, nauczycieli i rodziców, a my mamy szczerą nadzieję, że nie wejdzie w życie. A Wy?


P&P

środa, 30 marca 2011

Tablet dla dziecka?

Tablety są to przenośne komputery, których funkcje dorównują notebookom. Różnią je dotykowy ekran i brak wbudowanej klawiatury i myszy. Jest to delikatna i droga elektronika, więc kto chciałby dać swojemu dziecku tak cenny przedmiot? Przecież zaraz zostałby poddany testowi na wytrzymałość, prowadzonego przez naszą pociechę ;)
Znaleziono na to rozwiązanie: firma Vtech stworzyła jeden z pierwszych tabletów dla najmniejszych użytkowników. Innopad, bo tak nazywa się ów tablet jest specjalnie zaprojektowany dla dzieci w wieku od 4 do 9 lat i został wyposażony w wiele ciekawych funkcji. Zaopatrzono go przede wszystkim w specjalną, różniącą się wyglądem obudowę, która zapewnia wytrzymałość. Tablet ten posiada też możliwości interaktywnej rozrywki, która pomaga rozwijać umiejętności takie jak czytanie, czy pisanie. Koszt takiego gadżetu wynosi około 80 $ a programy do niego po około 25$.
Na pewno jest to kolejne z innowacyjnych rozwiązań dla naszych maluchów, ale czy jest trafne? Czy komputer może zastąpić książkę, a nawet tradycyjne nauczanie? Czy byłoby dobrym pomysłem zastąpienie podręczników i zeszytów, ważących kilogramy, na takie właśnie tablety? Powiedzcie co sądzicie na ten temat.


Filmik o funkcjach Innopada:

Pozdrawiamy,

P&P.